Noc muzeów 2026

Wystawa „Portret niedokończony” Zofia Kubicka

Istnieje paradoks, który tkwi w samym sercu rzeźby: jest sztuką materii martwej, a jednak jej najgłębszym pragnieniem jest życie. Nie fotograficzne utrwalenie życia, lecz jego energia — napięcie mięśnia przed skokiem, drżenie oddechu, moment zawieszenia między jednym krokiem a następnym. Zofia Kubicka rozumie ten paradoks lepiej niż większość, nie tworzy realistycznych odwzorowań rzeczywistości. Jej rzeźby są iluzją, snem o człowieku, a nie jego fotograficznym portretem.

Jednak w ostatnich pracach Zofia Kubicka poszerza swoje medium o tkaniny, drewno, ceramikę, papier i przedmioty znalezione. To przejście od monumentalnej rzeźby ogrodowej i plenerowej ku formom kameralnym, zamkniętym w pudełkach- skrzynkach, świadczy o ewolucji języka artystycznego — coraz bardziej intymnym, coraz bardziej narracyjnym.

W szytych płaskorzeźbach artystka odchodzi od tradycyjnego myślenia o rzeźbie jako formie ciężkiej, zastępując miękką materią – materiałem, nicią, haftem.

Każdą z prac buduje poprzez warstwowe zszywanie fragmentów tkanin.

Struktura powierzchni jest wypukła, niemal trójwymiarowa – twarze wyłaniają się z faktury materiału, a ślady szycia pozostają widoczne jako świadomy gest twórczy. Nić nie tylko łączy elementy kompozycji, ale symbolicznie splata mity z współczesnym komunikatem piktogramowym.

Staje się zapisem kulturowych znaków, emocji i doświadczeń zapisanych w tkaninie. Delikatność materiału kontrastuje z siłą przekazu, a ręczne szycie nadaje pracom intymny, osobisty charakter.

Figura w skrzynce — nowa forma wypowiedzi

Prace eksponowane tworzą spójny cykl: figuratywne kompozycje zamknięte w drewnianych, malowanych na szaro ramach-skrzynkach, przypominających jednocześnie relikwiarze, teatry cieni i szuflady pamięci. Każda z prac jest miniaturowym światem — zamkniętym, lecz przenikliwym, jakby chciała wypchnąć swoje znaczenia poza ramy dosłownie.

"Kiedy ranne wstają zorze" to jedna z najbardziej przejmujących duchowo kompozycji w cyklu. Z gąszczu strzępiących się tkanin — kawałków denimu, kolorowych fragmentów, warstw materiału ziemi, pola — wyłania się twarz Madonny. Tytuł, zaczerpnięty z porannej pieśni Franciszka Karpińskiego, nadaje pracy wymiar duchowy: to obraz świtu, przedwiośnia, pól budzących się do życia, z których wyłania się sacrum. Drewniane wiatraki wyrastające z kompozycji można odczytać jako symbol wiatru przynoszącego nowy dzień, tchnienia. W obecnej rzeczywistości wiatraki są synonimem współczesnej, fałszywej obfitości a z pół nie zbiera się plonów, ale energię elektryczną. Zderzenie świętego wizerunku z materiałem codziennym — zużytą tkaniną, denim — nie jest profanacją, lecz afirmacją: sacrum jest obecne nie tylko w złoconych ramach, lecz w samej materii życia, w tym, co znoszone i prawdziwe jednocześnie w sposób powolny marginalizowane w procesie globalnych przekształceń.

"Zbiory „to praca o zupełnie innym rejestrze — pogodnym, urodzajnym, kosmicznym. Twarz kobiety o spokojnych, zamkniętych rysach wyrasta z gąszczu splecionych pasków tkanin, tworzących coś na kształt bujnych warkoczy i korzeni jednocześnie. Wokół postaci rozsypane są czerwone, filcowe kule — jabłka, owoce, dary ziemi. To portret Matki Ziemi w chwili szczodrości: figura rozdająca plony, otoczona obfitością własnego stworzenia. Kompozycja ma charakter ołtarza plonów — dziękczynienia złożonego naturze za jej hojność. Tkanina staje się tu ziemią, korzeniami, materią rodzącą.

"Chochoły" to praca wieloznaczna i świadomie tak skonstruowana. W przestrzeni zamkniętej skrzynki wiszą na rzeźniczych hakach kształty przypominające zwinięte ciała, podroby lub organy. Różowy świński łeb, ciemnozielone, szarawe — uszyte z tkanin, wypchane, zawieszone głowami w dół przywołują przede wszystkim słynną scenę tańca chochołów z "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego: zbiorowy trans, niemożność działania, uśpienie ludu zamkniętego w kręgu własnych snów i złudzeń. To tańczący, lecz bezwolni — poruszani przez niewidoczną siłę, pozbawieni własnej woli.

Na dole rozpostarta jest czerwona tkanina, na której leżą mniejsze formy. Scena przywodzi na myśl rzeźnię i kołysankę (Miałeś bracie złoty róg...) a może pracownię lalkarza lub gabinet snów dziecka, które nie odróżnia jeszcze dobra od bólu. Kompozycja wzmacnia tę atmosferę dramatycznej niepewności. Jednocześnie artystka nie zamyka tej pracy w jednej interpretacji — scena z hakami i zwisającymi formami dopuszcza też odczytanie przyziemne i brutalne, jak sklep mięsny lub rzeźnia, co tylko pogłębia jej wieloznaczność.

"Marzanna" to praca o najgłębszym ludzkim doświadczeniu — o odchodzeniu. W skrzynce o ciemnych ścianach tworzy kompozycję z poduszek, warstw tkanin na których wyszyto czarne sylwetki koni — archaiczne, płaskie, jak wzory z ludowych tkanin lub malowidła z dziecięcej wyobraźni. Przed nimi, wylewając się przez krawędź skrzynki, leżą miękkie, wiotkie kształty — ręce? Ciało? Pościel kogoś, kto zaraz wyruszy w drogę? To łoże starej kobiety oczekującej końca. Tkanina wylewająca się przez krawędź skrzynki sugeruje czas, który przestaje być zamknięty, życie dobiegające kresu. Konie w kulturze ludowej towarzyszą przejściu — tu stoją cierpliwie, gotowe. Praca łączy intymność sypialni z kosmicznym wymiarem śmierci, codzienność z sacrum, bez patosu, za to z ogromną czułością. . Konie w kulturze słowiańskiej i ogólnoludzkiej to symbole wolności, siły, ale i śmierci — przewodnicy dusz do zaświatów. Ich obecność w tej kompozycji nadaje jej rytualny wymiar.

Ta praca wydaje się należeć do najodważniejszych w twórczości autorki — do przestrzeni, gdzie ciało jest zarazem obiektem i podmiotem, gdzie forma nie chce być piękna, lecz prawdziwa.

Zofia Kubicka rzadko nadaje twarzom ekspresję. Koncentracja, skupienie, nieobecność — to jej język. Emocje wyrażane są przez gest, przez materiał, przez kompozycję przestrzenną.

Inspiracja polską tradycją duchową i kulturową jest w jej twórczości stała i głęboka. Nie jest to jednak folklorystyczny kostium, lecz żywa materia wyobraźni. Artystka sięga jednocześnie po wiele tradycji: religijną, literacką, przyrodniczą i egzystencjalną

To, co łączy te różne odwołania, to przekonanie, że sacrum mieszka w materii — w zużytej tkaninie, w pościeli, w owocach ziemi. Kubicka nie szuka go w kościołach ani w muzeach. Szuka go tam, gdzie żyje człowiek: w sypialni, w ogrodzie, w snach, w umieraniu.

Twórczość krąży wokół kilku stałych osi tematycznych, które w różnych realizacjach przybierają odmienne kształty, lecz nigdy nie tracą swojej wewnętrznej spójności. Artystka wielokrotnie powracała do tematów macierzyństwa, intymności, kobiecego ciała i kobiecego doświadczenia. Jej rzeźby nie idealizują ciała — nie dążą do klasycznej doskonałości proporcji. Są bliższe życiu, ułomne tam, gdzie życie jest ułomne, miękkie tam, gdzie jest kruche. Są ludzkie.

Studia na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, zakończone dyplomem w 1994 roku w pracowni profesora Jana Kucza, dały jej nie tylko biegłość warsztatową, lecz przede wszystkim świadomość, że materiał nie jest neutralny.

Od tamtej pory artystka konsekwentnie buduje język, który jest zarazem klasyczny i nowoczesny, intymny i kosmiczny. Jej prace są kolekcjach prywatnych w Polsce, Hiszpanii, Stanach Zjednoczonych, Włoszech i Anglii.

Tekst: Zofia Kubicka

Prace Zofii Kubickiej